piątek, 14 lipca 2017

Melancholik i reszta

       Trudno mi uwierzyć, że czas tak szybko leci. Męcząca sesja już za mną. Zdałam wszystko w pierwszych terminach, choć do końca nie dowierzałam, że mi się uda. Strasznie się cieszę, że mogę wreszcie odpocząć od nauki. Od razu zaczęłam praktyki w szpitalu, tym razem na oddziale chorób wewnętrznych. Głównie podpieram ścianę, także moja słabość do pogawędek ze starszymi pacjentami płacze. Z drugiej strony atmosfera na oddziale jest luźna i przyjemna, trochę inny klimat w porównaniu z kliniką. Czasem oglądam jakieś badania, ewentualnie mrożące krew w żyłach wyczyny anestezjologów. Sielanka, w której gdzieś gubi się osobowy pacjent.
       Weekend spędziłam z rodziną na wsi. Wypożyczyłam książki zaczerpnięte z polecenia pani Kasi - pedagog, matki pięciorga dzieci, którą, na marginesie, uwielbiam. Jedna z nich to Osobowość plus F. Littauer, czyli znów o temperamentach. Lektura przystępna, coś w rodzaju pogadanki przy herbacie z psychologią w tle. Autorka jest chrześcijanką, przynależy do kościoła protestanckiego i książka jest w tym duchu pisana, co dla mnie jest atutem, innym może przeszkadzać. Czytałam wspólnie z bliższą i dalszą rodziną, było naprawdę ciekawie wspólnie odkrywać własne temperamenty. - Po tylu latach małżeństwa wreszcie ktoś mi powiedział, dlaczego podczas gdy ja jestem otwarty i radosny, moja żona jest wiecznie poważna i powściągliwa - śmiał się kuzyn. Sama zaklasyfikowałam siebie jako melancholika-flegmatyka. Podczas gdy naczelni cholerycy z mojej rodziny darli koty, ja zawsze siedziałam spokojnie głowiąc się, ileż to trzeba mieć energii, żeby w jednej chwili wyrzucać z siebie tyle emocji. - Najchętniej zrobiłbym ci zdjęcie, oprawił w ramkę i postawił u siebie na biurku. Gdy miałbym ochotę wybuchnąć, spoglądałbym na nie i wyciszał, podziwiając twoje opanowanie - powiedział mi kiedyś kolega - klasyczny choleryk. Sęk w tym, że w istocie jestem osobą bardzo emocjonalną. Głęboko w sobie skrywam wrażliwość i ogromną empatię. W naszym kraju, pełnym wybuchowych choleryków (patrz - krzykliwe babcie w autobusie, awanturujący się młodzieńcy na SORze), chodzę jak pokłuta szpilkami tych wszystkich przykrości, które często nie dotyczą mnie samej. Melancholik jest głęboki i skłonny do rozmyślań - oj, tak, czasem zastanawiam się, czy moje miejsce nie jest na filozofii. Perfekcjonista o wysokich wymaganiach - generalnie melancholika kojarzy się z perfekcjonizmem we wszystkich sferach życia. To ktoś, kto ma uporządkowane biurko, piękne notatki i skrupulatny plan wycieczki. Patrząc na moje mieszkanie - nie wiem, czy ktoś śmiałby zaryzykować tezę, iż mieszka w nim melancholik... Nie przywiązuję dużej wagi do otoczenia i rzeczy materialnych. Natomiast uśmiecham się w tym momencie, bo przypomina mi się, gdy jakiś czas temu przygotowywaliśmy wystąpienia po angielsku. Nie było to nic znaczącego, większość  to sobie olała i od niechcenia odczytała tekst z kartki. Ja nie dość, że się głowiłam, żeby prezentacja była ciekawa dla grupy, to jeszcze sprawdzałam wymowę co drugiego słówka. Owszem, zostałam wyróżniona, ale po co mi to było perfekcyjny melancholiku? 
     Wśród znajomych odkryłam cały przekrój osobowości, a książka pomogła mi poniekąd ich lepiej zrozumieć. Uwielbiam wesołych sangwiników, bez których spontaniczności i ekspresywności każda impreza wyglądałaby jak zlot ponurych grabarzy. Nie mają oni natomiast pamięci do imion i z trudem przychodzi im słuchanie innych. Po wizycie koleżanki-choleryka mam wrażenie, jakby do mojego domu wpadło tornado, porwało mnie w swoje szpony i wypluło dziesięć kilometrów dalej. Nudne byłoby życie bez takich tornad. Bez choleryków nie byłoby tylu charyzmatycznych przywódców, coachów i... chirurgów. Moje serce należy również do flegmatyków, których znam sporo i bardzo cenię jako przyjaciół. To bardzo uniwersalny, niewymagający typ, który swoim spokojem i życzliwością jedna wielu ludzi. Gdy wysłałam przyjaciółce fragment książki o flegmatyku na przyjęciu, który przychodzi i zastanawia się, jakby tu nie zasnąć, śmiałyśmy się, że dużo w tym prawdy. A ze znajomym melancholikiem o każdej porze dnia i nocy mogę pokrzepiająco ponarzekać. Nikt inny nie potrafi osiągnąć tak wysokiego pułapu pesymizmu, co my dwie. Z drugiej strony, każdy kto mnie dobrze zna, przyzna, że potrafię być roztrzepana, dużo mówić i śmiać się zdecydowanie za głośno, zupełnie jak rasowy sangwinik. Tak raz na trzy miesiące można wyjść ze swojej kategorii.      

2 komentarze:

  1. Ojojoju, zaciekawiłaś. Mam bzika na punkcie osobowości. *.*

    OdpowiedzUsuń